Czym w
psychiatry mogą być normalni ludzie? Ja podobno jestem normalna, przynajmniej
według siebie… Zastanawiam się codzienni co ja tu robię, bo co można robić leżąc
na łóżku otoczona czterema białymi ścianami. Czasami sobie myślę że mogłam tego
uniknąć być inna…
Dopóki
mieszkałam z babcią było ok., to chyba jej śmierć mnie zmieniła… To po niej tu
trafiłam. Byłam załamana, ale to była ostatnia bliska mi osoba… Nie musieli
mnie od razu tu oddawać, moja ciotka mnie nienawidzi… Czuję się już dobrze, ale oni myślą że udaję. Myślą
,że ukrywam siebie. Co mam urywać od samego początku byłam nie chciana… Rodzice
nigdy nie mieli zamiaru mieć dzieci, no przynajmniej nie w tam czasie. Ale
wpadli, od początku byłam ich kłopotem, od początku mnie znienawidzili....
Nazywali mnie pijawka nie dzieckiem…
Nazywali mnie pijawka nie dzieckiem…
Mama była w
ósmym miesiącu ciąży a wyglądała okropnie. Jakbym od środka wysysała z niej całe życie. Sama skóra i kości. Lekarz kazał je
leżeć lub siedzieć by nie połamała kręgosłupa. Ale podobno, że tylko jak
siadała to zaczynałam kopać. Grzeczna była tylko w nocy, jak bym wyczuwała
kiedy dzień a kiedy noc.
Wszystko
zmieniło się 13 Lutego, mama nie wytrzymał i złamała sobie kręgosłup… Zmarła od
razu po moich narodzinach. Nigdy jej nie poznałam i nie poznam… Mój tata spalił
jej wszystkie zdjęcia bo nie mógł na nie patrzeć. Znam ją tylko z historii babci, wszystko wiem z tych historii…
Mój ojciec
powiesił się gdy miałam 3 lata, bo nie mógł już na mnie patrzeć… Podobno jestem
bardzo podobna do mamy i to go niszczyło. Jego zdjęć też nie mam, spalił je z
zdjęciami mamy a późnej już ich nie robił..
Wiem, że
nikt nie wymówił tego na głos ale wszyscy uważają, że to moja wina. Obwiniają
mnie za śmierć mamy, taty teraz babci…
Dlatego tu jestem, bali się mnie
wziąć żebym im czegoś nie zrobiła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz