*
-Proszę Panią musi ją Pani stąd zabrać. Nie
możemy jej tu dłużej trzymać, od samego początku nie powinniśmy jej tu
przyjmować.
-Ale co ja
mam z nią zrobić, nikt jej nie chce…
-Są domy
dziecka, coś pani wymyśli, ja jej nie mogę jej tu dłużej trzymać to zdrowa
dziewczyna.
Ciotka Morte
wręcza dyrektorce ośrodka kopertę.
- Proszę
Panią ja już nie mogę tego tolerować, tolerowałam to na początku teraz to
koniec.
*
Nie chce już
tu być… Codziennie to samo, pobudka, śniadanie, opowiadanie o swoich problemach
w grupie, obiad, czas który możemy spędzić na świeżym powietrzu… Choć trudno to
nazwać świeżym powietrzem, jest to tylko placyk o powierzchni około 100 metrów kwadratowych . Rośnie tu parę drzew i stoi ławka… Cała
powierzchnia jest ogrodzona…. Kolacja i spać…
Od samego
tego schematu można zwariować… Zaraz będzie spotkanie, nie lubię ich… Idą,
czuje ich, zawsze przychodzą po nas a potem odprowadzają…
-Choć-
powiedziała wchodząca pielęgniarka.
Wstała i
wyszłam. Znam tę drogę na pamięć, codziennie nią chodzę. Prowadzi ona
korytarzem do końca przez drzwi na dużą sale. Sale jest cała białe, na
środku stoi tylko 15 krzeseł. Jak zawszę przychodzę ostatnia. Nie znoszę tego,
zawsze wtedy wszyscy się na mnie patrzą, choć jest tak już od miesiąca, nadal
się do tego nie przyzwyczaiłam…
Nasz
profesor, Michał zawsze chciał żebyśmy zwracali się do niego po imieniu, wydaje
mi się że sam potrzebuje pomocy. Zawsze dziwnie patrzy mu z oczy, nie lubię na niego
patrzeć…
-Dzień
dobry, dzisiaj będą trochę inne zajęcia, dostaniecie kartki i flamastry- zaczął profesor i w tym samym czasie rozdał artykuły.
Flamaster? Od miesiąca nie trzymałam takiej rzeczy w dłoni… Kiedyś rysowałam, lubiłam to,
a teraz już nie wiem…
Przez resztę
zajęć nie słuchałam, nie wiem nawet po co nam to dali. Przez całą godzinę
wpatrywałam się w ten flamaster, jakby był zaczarowany.
-Uwaga
koniec zajęć dziękuje.
Wtedy się
obudziłam, przyszedł czas powrotu do sali. Wtedy na to wpadłam, nie wiem po co
mi on ale wsadziłam flamaster do rękawa i wyszłam. Przez całą drogę milczałam.
Panowała zupełna cisza. W pokoju zostałam sama, wszystko takie białe, co zawszę
przyprawiało mnie o dreszcze. Miałam czarny flamaster i wtedy zaczęłam. Biała
ściana nie była już taka biała, sama nie wiedziałam co rysuję. Rysowałam kreskę
za kreską, cyfry za cyfrą.
Naglę to
zobaczyłam. Na jednej ścienię była postać stojąca nad klifem, a na drugiej
siedzącą w koncie, a na trzeciej trumnę a na niej data „13.02.1998”. To data
moich urodzin i śmierci mojej matki…
Urodziła się w piątek 13, nigdy nie miałam z tym problemu, lubi nawet jak jest piątek 13 bo wszyscy marudzili, że pech a ja się z nich naśmiewałam.
Urodziła się w piątek 13, nigdy nie miałam z tym problemu, lubi nawet jak jest piątek 13 bo wszyscy marudzili, że pech a ja się z nich naśmiewałam.
Nikt
zazwyczaj do mnie nie zaglądał więc szybko tego nie odkryją. Zajrzą dopiero w
porze kolacji. Cały ten czas spędziłam leżąc na łóżku. Nagle odtworzyła się
drzwi a przez nie weszła kucharka
-Kolacja…
-zamilkła, jak zobaczyła malunki od razu upuściła tacę z jedzeniem.
Szybko
zamknęła drzwi i gdzieś pobiegła. Już przeczuwała co się stanie, poszła po
dyrektorkę i psychologa. Już tak kiedyś było. Jak tu trafiłam nie chciałam tu
być i jak przyniosła mi pierwszego dnia jedzenie rzuciłam się na nią jak wariatka. A drugiego dnia udawałam trupa. Od tamtej
pory mnie nie lubi i nie widzie się jej.
- Pakuj się,
wychodzisz stad – powiedziała chłodno ciotka.
Bez słowa
się spakowałam i w głębi duszy cieszyłam, że stąd wychodzę. Tylko ciekawiło
mnie co dalej, ciotka mnie nienawidzi więc co za mną zrobi?
____________________________________________________________________________
Podoba mi się. Pisz dalej ;)
OdpowiedzUsuńExtra!! Proszę pisz dalej :) możesz to po napisaniu daj znać na Twitter ok? Mój nick to, : Klaaudyna ♥
OdpowiedzUsuńjej, dziewczyno zarypiście piszesz :-) tylko nie ma 100 na 100 metrów kwadratowych,bo by wyszła objętość (metry sześcienne), albo nawet metry do potęgi czwartej, tylko 100 metrów do kwadratu :-) ale to szczegół :-P
OdpowiedzUsuńHey..zaciekawiło mnie twoje opowiadanie:) ale, ..masz błędy ortograficzne:) rozumiem że to pierwszy raz twoj blog? W każdym bądz razie będę czytała twoje opo:):)
OdpowiedzUsuńNie napisze że mi się to opowiadanie nie podoba...
OdpowiedzUsuńPodoba nawet bardzo...
Ale nie wiem...czegoś mi brakuje...?
No nic wyjdźie później :)
Ciekawe, przyjemnie sie czyta, tylko parę błędów stylistycznych, ale jak na pierwszy rozdział jest super! :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia:)
xoxo
http://monic-dzej.blogspot.com
Muszę przyznać, że ciekawie piszesz ! ♥
OdpowiedzUsuńCiekawe *.*
OdpowiedzUsuń